Sanktuarium tożsamości

O odpowiedzialności poza państwowymi szablonami

Każdy, kto jedzie przez Porębę albo z Leśnicy do miejscowości Góra św. Anny, widzi trwające od lat prace renowacyjne przy annogórskiej kalwarii. Realizowane są one w większości ze środków prywatnych darczyńców. To nie jest zwykły remont zabytków. To znak, że w regionie budzi się i umacnia kolektywne poczucie odpowiedzialności za miejsce, które od pokoleń porządkuje autochtoniczną tożsamość.

franciszkanin, góra św. anny, klasztor, annaberg
Fot. Natalia Klimaschka

Na annogórską kalwarię składa się kilkadziesiąt kaplic i kościołów. Część z nich stoi tuż przy drodze, inne wyłaniają się zza zieleni. Na wielu widać nową elewację, odnowione schody i wymienione dachy. Kto patrzy uważnie, ten dostrzeże w tych pracach coś więcej niż tylko techniczną konserwację. Widać tu troskę. Widać upór. 

Opiekę nad kalwarią sprawuje Fundacja Sanktuarium Góry św. Anny, której prezesem jest od 1996 roku były poseł mniejszości niemieckiej, Helmuth Paisdzior. Przez te trzy dekady skutecznie namawiał autochtonów, by solidarnie łożyli środki na odbudowę początkowo bardzo zaniedbanej kalwarii. 

Bo Góra św. Anny jest dla autochtonów czymś więcej niż sanktuarium. To punkt, przez który kolejne pokolenia mieszkańców tej ziemi odczytywały własne pochodzenie i swoją ciągłość. W pewnym sensie wszyscy są „stąd” również dlatego, że ich przodkowie przychodzili tu na pielgrzymki. To miejsce łączyło rodziny, doświadczenia i pamięć. Nie tylko religijnie, ale egzystencjalnie. Święta Anna – matka Maryi i babka Chrystusa – niesie w sobie symbolikę ciągłości pokoleniowej. I właśnie dlatego annogórskie wzgórze tak silnie przemawia do regionalnej wyobraźni. Jest znakiem trwania, zakorzenienia i więzi między tymi, którzy byli przed nami, a tymi, którzy przyjdą po nas.

Zanim wzgórze stało się Górą św. Anny, funkcjonowało jako Góra św. Jerzego. W dawnych wyobrażeniach wiązało się z ogniem, światłem, ze sferą wyniesioną ponad codzienność. Później sens tego miejsca dopełniła inicjatywa rodu Gaschinów. To Reichsgraf Melchior von Gaschin (1581–1665) nabył Górę, a sama kalwaria, wznoszona na początku XVIII wieku, powstała dzięki prywatnym środkom jego spadkobierców. Ten fakt ma znaczenie fundamentalne. U podstaw jednego z najważniejszych miejsc tożsamości regionu nie stał abstrakcyjny aparat państwa czy Kościoła, lecz świadoma odpowiedzialność fundatora i jego rodu. Dzisiejszy sponsoring nie jest więc niczym nowym. Jest kontynuacją dawnego wzoru. Jest powrotem do tradycji, wedle której elity tej ziemi nie odwracały się od swoich miejsc pamięci.

Z czasem Góra św. Anny stała się symbolem trwania przy własnej odrębności. W czasach pruskich próbowano przestawić autochtonów na inną orientację duchową i kulturową, wymuszając przejście na protestantyzm i osłabienie tradycji przodków. W czasach komunizmu również usiłowano wtłoczyć miejscową ludność w obce jej schematy tożsamościowe. A jednak pamięć przetrwała. Przetrwała właśnie dzięki takim miejscom. Dzięki temu, że ludzie wracali na Górę św. Anny, że odnajdywali tu potwierdzenie własnej ciągłości, że nie dali sobie odebrać związku z przeszłością. To nie przypadek, że po 1989 roku pierwsza niemieckojęzyczna msza na Górnym Śląsku po II wojnie światowej odbyła się właśnie tu, w annogórskiej bazylice. 

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera działalność Fundacji Sanktuarium Góry św. Anny. Helmut Paisdzior zrozumiał, że ratowanie annogórskiej kalwarii wymaga nie tylko sentymentu, lecz także organizacji, pieniędzy i mobilizacji darczyńców. Dziś ważnym wsparciem tych działań jest również ojciec gwardian Błażej, zaangażowany w zbieranie środków i prowadzenie kolejnych prac. 

A dokonano naprawdę wiele. Fundacja rok po roku restaurowała kaplice kalwaryjskie, Kaplicę Koronacji NMP, kościół Wniebowzięcia Matki Bożej w Porębie, bazylikę św. Anny i Rajski Plac. Odnawiano elewacje, rekonstruowano figury, ratowano płaskorzeźby, remontowano dachy, schody i balustrady. Odrestaurowano także trzy ołtarze. Kalwaria po latach tej działalności wyraźnie wypiękniała. 

Coraz więcej ludzi rozumie, że tożsamość nie utrzyma się sama. Trzeba ją chronić również własnymi pieniędzmi. Wśród darczyńców jest również Joachim Wieschollek, znany z odbudowy pałacu Gaschinów w Żyrowej.

Właśnie dlatego Góra św. Anny pozostaje sanktuarium tożsamości. Nie tylko dlatego, że modlili się tu przodkowie, ale dlatego, że kolejne pokolenia uznawały jej trwanie za własny obowiązek. I może właśnie w tym najlepiej wyraża się dojrzałość autochtonicznych elit: w przekonaniu, że regionalnej pamięci nie wolno zostawić samej sobie.

A Helmutowi Paisdziorowi należą się wielkie słowa podziękowania za energię i determinację w tworzeniu tak ważnego dzieła dla wszystkich autochtonów.

This is some text inside of a div block.
Autor:
peter karger

Więcej artykułów

ministrowie niemiec i polski
Polityka
Geografia

Wspólny piec

Wymiana ciepła budzi poczucie bezpieczeństwa i zaufania. Łączy także wtedy, gdy jego nadawcy i odbiorcy mieszkają po dwóch stronach granicy. Między Zgorzelcem a Görlitz ciepło ma płynąć w obie strony, przynosząc mieszkańcom wyraźne ograniczenie emisji CO2.

Czytaj dalej
Familok, Familoki, czerwona cegła, Śląsk
Geografia
Historia

Czerwone cegły oparły się komunistom

Na Górnym Śląsku 1 maja nie stał się nigdym świętem robotniczej wspólnoty. Był raczej obcym rytuałem świata socjalistycznego, który nie zakorzenił się w katolickiej społeczności regionu. Gdy gdzie indziej robotnicy maszerowali, tu wracano do familoków, ogródków i parafii. O tej odmienności zadecydowała także… cegła.

Czytaj dalej
Związek wypędzonych, Bund der Vertriebenen, Stephan Mayer
Ludzie
Polityka

Polska jest naszym przyjacielem!

Przez dziesięciolecia Związek Wypędzonych (BdV) postrzegany był w Polsce jako zagrożenie dla polskiej racji stanu. Dziś – mówi jego przewodniczący Stephan Mayer – stawia na dialog, polsko-niemieckie zbliżenie i szacunek wobec Polaków. Ważna jest też wspólna troska o pamięć i historię dawnych ziem niemieckich.

Czytaj dalej