7.6.2026
No items found.

Frustrująca wizyta

BJDM w poszukiwaniu własnego uzasadnienia

Związek Młodzieży Mniejszości Niemieckiej BJDM jest widoczny w mediach społecznościowych i potrafi wzbudzić zainteresowanie. Wiktor Siemierski, student dziennikarstwa UŚ, pojechał do biura BJDM w Opolu, by sprawdzić, czy znajdzie tam przestrzeń także dla siebie. Zamiast żywej niemieckości zobaczył organizację, która nie potrafi jasno odpowiedzieć, po co właściwie istnieje.

Dzieci w smartfonach
Tim Reckmann / CCnull
W poszukiwaniu podobnie myślących

Znakomicie przygotowana strona internetowa BJDM, zapowiadająca cały szereg interesujących inicjatyw, niewątpliwie budzi zainteresowanie. Ponieważ nie znałem podobnej organizacji, postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym: zorientować się, czy znajdę w niej coś dla siebie, a jednocześnie napisać o tym tekst.

Do Opola pojechałem z Karolem, kolegą ze szkolnej ławki, z którym teraz razem studiujemy. On również ma liczną rodzinę w Niemczech, dlatego temat mniejszości niemieckiej i młodzieżowej organizacji działającej w jej ramach nie był mu obojętny. Chcieliśmy zobaczyć, czy BJDM jest miejscem, w którym młody człowiek może odnaleźć żywą więź z niemiecką kulturą, językiem i tradycją.

Skontaktowaliśmy się więc z biurem BJDM w Opolu. Długo nie mogliśmy otrzymać żadnego terminu. Ostatecznie jednak spotkanie doszło do skutku. W biurze przyjął nas nasz rówieśnik, Amadeusz Hoffman.

Spotkanie z Amadeuszem

Amadeusz od początku rozmowy przedstawiał BJDM przede wszystkim jako przestrzeń aktywności. Tłumaczył, że młodzież szuka dziś miejsca, w którym może poczuć sprawczość. Jak mówił, „młodzież w Polsce jest odsuwana” i nie ma zbyt dużego wpływu na rzeczywistość. Organizacja daje więc możliwość działania, zdobywania kontaktów, uczestniczenia w projektach i budowania własnej pozycji.

Samo w sobie nie jest to nic złego. Przeciwnie — potrzeba sprawczości, wspólnoty i działania jest zrozumiała. Już na tym etapie rozmowy pojawił się jednak pierwszy dysonans. Amadeusz mówił dużo o możliwościach, atmosferze i aktywności, ale bardzo mało o tym, co dla nas było ważne: o niemieckości.

Nie zapisał się do związku z potrzeby kultywowania rodzinnych tradycji. Jak wynikało z rozmowy, większe znaczenie miało dla niego wrażenie, że BJDM dysponuje dużymi możliwościami finansowymi, organizacyjnymi i logistycznymi. To właśnie one zmotywowały go do zostania członkiem organizacji. Sam przyznawał, że podobne motywacje ma wielu członków BJDM.

W tym miejscu po raz pierwszy stało się dla nas jasne, że BJDM jest atrakcyjny jako dobrze zorganizowane środowisko działania. Projekty, kontakty, wyjazdy, doświadczenie organizacyjne i możliwość pokazania się są konkretne i łatwo uchwytne. Kwestie niemieckiej tożsamości był tu całkowicie drugorzędne. Byliśmy zdziwieni, bo dla nas są to akurat ważne sprawy.

Niemiecki bez emocji

Amadeusz pochodzi z Gogolina, a więc z miejscowości silnie związanej z mniejszością niemiecką. Można nawet powiedzieć: z jednego z jej symbolicznych miejsc na Górnym Śląsku. Tym bardziej zaskakujące było to, że nasz rozmówca sam bardzo słabo utożsamia się z mniejszością niemiecką.

Niemieckiego uczył się w szkole przez wiele lat, ale — jak mówił — niewiele mu to dało. Nie byłby też w stanie swobodnie posługiwać się tym językiem wewnątrz organizacji. Nie ma do niego emocjonalnego stosunku i nie traktuje go jako szczególnej wartości.

Niemiecki zawsze gdzieś w jego życiu się przewijał, ale nie stał się językiem osobistej tożsamości. Dla mnie i Karola było to jedno z najważniejszych spostrzeżeń całej wizyty. 

Amadeusz był sympatyczny, otwarty i ambitny. Widać było, że chce działać. Problem polegał na tym, że w jego opowieści BJDM nie było odpowiedzi na pytanie, dlaczego ta aktywność miałaby być akurat aktywnością młodzieży niemieckiej.

Organizacja jako trampolina

Nie chodzi przy tym o prosty zarzut, że młodzież korzysta z wyjazdów albo traktuje organizację wyłącznie jako przestrzeń towarzyską. To byłoby zbyt łatwe i niesprawiedliwe. Wyjazdy, projekty i spotkania mogą przecież być pierwszym kontaktem z działalnością mniejszości niemieckiej. Mogą otwierać drzwi, budować relacje, dawać odwagę do dalszego zaangażowania.

Centralny problem leży gdzie indziej. BJDM sprawia wrażenie organizacji, która z przestrzeni tożsamościowej przesuwa się w stronę trampoliny rozwoju osobistego i zawodowego. Młody człowiek może tu zdobyć kontakty, kompetencje, doświadczenie projektowe, obycie w międzynarodowych strukturach i poczucie sprawczości. Wszystko to ma wartość. Niepokojące jest jednak to, że właśnie te możliwości zaczynają dominować nad pytaniem o tożsamość.

To dlatego BJDM staje się organizacją trudną do jednoznacznej oceny. Nie jest martwa. Przeciwnie — działa, organizuje, przyciąga i buduje sieci kontaktów. Ale im sprawniej funkcjonuje na zewnątrz, tym wyraźniej widać brak odpowiedzi na pytanie o ideę, która miałaby tę aktywność uzasadniać.

Przyjazne środowisko nie wystarczy

W rozmowie z Amadeuszem usłyszeliśmy dużo o atmosferze BJDM. Mówił o ludziach, możliwościach, wspólnych działaniach. Sam określił to miejsce jako „wyjątkowe i niesamowicie przyjazne”. I nie ma powodu, by mu nie wierzyć.

To ważne, bo młodzi ludzie potrzebują wspólnoty. Chcą mieć przestrzeń, w której są traktowani poważnie, mogą coś robić razem i nie czują się samotni. W tym sensie BJDM odpowiada na realną potrzebę pokoleniową.

Ale organizacja mniejszościowa nie może być tylko przyjaznym środowiskiem. Nie jest zwykłym klubem aktywnej młodzieży ani neutralną platformą projektową. Powinna mieć swoją misje. To oznacza zobowiązanie: do języka, pamięci, historii, kultury i ciągłości. A tego tu nie ma.

Nie znalazłem tego, czego szukałem

Wizyta w biurze BJDM nie dała mi tego, czego oczekiwaliśmy. Spodziewaliśmy się, że znajdziemy tu zaangażowanych młodych ludzi, dla których niemieckość jest ważna. Podobnie jak dla nas.

Tymczasem poznałem sympatycznego rówieśnika, po którym było widać ambicję i chęć działania. To oczywiście dobry znak. Trudno jednak było znaleźć w tej rozmowie ślad niemieckiej tożsamości rozumianej jako coś osobistego, ważnego i zobowiązującego.

BJDM sprawia więc wrażenie organizacji funkcjonującej w zawieszeniu. Niemieckość nie zostaje całkowicie odrzucona. Jest obecna w nazwie, w kontekście, w instytucjonalnym otoczeniu. Ale coraz częściej wygląda tak, jakby była tylko tłem. Czymś, czego nie chce się porzucić, ale czego nie potrafi się już wyjaśnić.

Nie pozostawił BJDM we mnie ochoty do zapisania się do tej organizacji ani zaangażowania się w jej działalność. 

Pytanie, którego brakuje

Jeszcze niedawno organizacje mniejszości niemieckiej kojarzyły się przede wszystkim z pielęgnowaniem historycznych tradycji tej ziemi i języka dziadków. Członkowie mniejszości działali z poczucia obowiązku wobec własnej tożsamości i z przekonania, że bez zaangażowania kolejne pokolenia całkowicie stracą kontakt ze swoimi korzeniami. Niemieckość była dla nich czymś więcej niż formalną deklaracją. Była mostem do świata, z którym można było się identyfikować i który dawał poczucie odrębności.

Dziś sytuacja wygląda inaczej. Wielu młodych ludzi nie wie już, dlaczego miałoby być Niemcami. Nie wiedzą, co miałoby z tego wynikać w ich codziennym życiu, języku, wyborach, pamięci rodzinnej czy zaangażowaniu społecznym.

To nie jest problem wyłącznie BJDM. Dotyczy on szerzej współczesnego pokolenia młodzieży. Działalność społeczna coraz rzadziej bywa traktowana jako misja, a coraz częściej jako forma rozwoju osobistego, zdobywania doświadczeń, kontaktów i wizerunkowego kapitału. Żyjemy w czasach zdominowanych przez media społecznościowe, sztuczny indywidualizm i ciągłą presję sukcesu. Coraz mniej osób chce poświęcać czas na aktywności, które nie przynoszą szybkich i łatwo zauważalnych efektów.

Wioska Potiomkina

W Opolu skonfrontowaliśmy się z organizacją, która bardziej przypominała wioskę potiomkinowską niż fundament, na którym mniejszość niemiecka mogłaby budować swoją przyszłość. Bez kolejnego pokolenia zaangażowanych ludzi mniejszość niemiecka przestanie istnieć. A BJDM w obecnej formie na pewno takim fundamentem nie jest.

Największym deficytem BJDM okazał się brak umiejętności zdefiniowania własnej roli. Jakie są realne, a nie sloganowe cele tej organizacji? Jakie argumenty przemawiają dziś za organizowaniem się młodych ludzi w strukturach mniejszości niemieckiej? Jaką wartość może mieć niemieckość dla pokolenia, które często zna ją tylko z rodzinnych opowieści i projektowych wyjazdów?

Właśnie na te pytania chcieliśmy usłyszeć odpowiedź. Nie od przypadkowego członka organizacji, ale od osoby, która stoi na jej czele.

Reformatorka, która milczy

Odpowiedzi oczekiwaliśmy od Pauliny Widery, przewodniczącej BJDM. Zwróciła ona ostatnio na siebie uwagę stwierdzeniem, że mniejszość niemiecka potrzebuje — jak określiła to po niemiecku na Facebooku — „Bruch”, czyli zerwania ze starym.

To mocne słowo. Sugeruje odwagę, reformę, gotowość do rozmowy i stworzenia czegoś nowego. Jeżeli jednak ktoś mówi o zerwaniu ze starym, powinien umieć wyjaśnić, co dokładnie chce zbudować w zamian.

Kilkanaście razy próbowaliśmy skontaktować się z przewodniczącą BJDM Pauliną Widerą — telefonicznie i przez komunikatory. Bez odpowiedzi.

To milczenie trudno uznać za przypadkowy szczegół. W kontekście pytań o przyszłość młodzieży mniejszości niemieckiej staje się ono częścią problemu. Można mówić o „Bruch”, o potrzebie nowego otwarcia i zerwania ze starym. Ale jeżeli za tymi deklaracjami idzie brak rozmowy, brak dostępności i brak odpowiedzi na konkretne pytania, reforma zaczyna wyglądać jak kolejna drwina.

Z Opola wracaliśmy więc z Karolem bardzo rozczarowani.

This is some text inside of a div block.
Autor:
Wiktor Siemierski

Więcej artykułów

joanna wadowska król, ołowiane dzieci, brudny śląsk, familoki
Historia
Tożsamość

Elity krzywdzą autochtonów

„Ołowiane dzieci” pokazują, jak uporczywie trwa wyobrażenie o Ślązaku jako człowieku brudnym, ciemnym i bezradnym. Zawstydzający nie jest jednak świat przedstawiony w filmie, lecz spojrzenie jego autorów: ludzi, którzy nie potrafili uwolnić się od krzywdzącego stereotypu i stworzyli obraźliwą wizję śląskiej wspólnoty.

Czytaj dalej
Stuttgart Schloss
No items found.

Kraj, który przestał być obietnicą

Karol Heliosz po latach odwiedził kuzynostwo w Badenii-Wirtembergii. Kiedyś zazdrościł im życia w niemieckim „raju”. Dziś zobaczył kraj zmęczony kryzysem, a w rodzinnych rozmowach usłyszał żal, rozczarowanie i strach przed rosnącą siłą AfD.

Czytaj dalej
zjazd roczny vdg, verein deutscher geselschaften, związek stowarzyszeń niemieckich, łubowice
No items found.

Niebacznie zagubiona legitymacja

Elektorzy zjazdu rocznego VdG potwierdzili zadowolenie z pracy obecnego zarządu i wybrali go prawie w komplecie na nową kadencję. Mimo że autorytet zarządu nie budzi wątpliwości, same wybory wywołały cały szereg proceduralnych pytań. Zabrakło też merytorycznej dyskusji nad perspektywami rozwoju środowiska.

Czytaj dalej