Most do Europy

Dyskusja wokół rekonstrukcji niemieckich zabytków

Na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat Polska przeszła metamorfozę, jakiej trudno szukać w jej dziejach – z kraju na dorobku stała się częścią nowoczesnej Europy. Krajobraz naszych miast nie różni się już od zachodnich metropolii. Nie wszystkie jednak europejskie wartości dotarły do świadomości polityków. Świadczy o tym dyskusja wokół remontu mostu Grunwaldzkiego we Wrocławiu.

Most Grunwaldzki Wrocław Kaiserbruecke Breslau

Napis na moście wywołał protesty

Czy na moście Grunwaldzkim we Wrocławiu ma się znów pojawić duży, niemiecki napis „Kaiserbrücke”? 

Samo to pytanie wystarczyło, by we Wrocławiu rozgorzała gorąca debata. Dolnośląscy posłowie PiS, Elżbieta Witek i Paweł Hreniak, uznali bowiem, że rekonstrukcja mostu Grunwaldzkiego „zachwieje polską tożsamością Wrocławia”. Ich zdaniem przywrócenie elementów takich jak kopuły, cesarskie orły, herby Hohenzollernów czy tym bardziej  napis Kaiserbrücke „budzi uzasadnione obawy o niepotrzebne nawiązywanie do niemieckiej przeszłości obiektu, co może być odbierane jako próba jego zniemczenia”. Co więcej – jak pisali w swojej interpelacji – „nawiązanie do historii cesarskich Niemiec i pruskiej dynastii Hohenzollernów, która aktywnie uczestniczyła w rozbiorach Polski, jest niezrozumiałe i oburzające”. W tej logice konserwacja zabytku staje się aktem zdrady, a każdy pruski ornament – niedopuszczalnym politycznym manifestem.

Historycy sztuki bronią się

Na szczęście ministerstwo kultury, po trzech miesiącach wahania, ostatecznie stanęło po stronie zdrowego rozsądku. Remont – zaplanowany na 2027 rok – uznało za zgodny z „doktryną konserwatorską zakładającą wierność materiałową i formalną wobec zabytku”. Stwierdzono, że selektywne odrzucanie poszczególnych elementów prowadziłoby do dalszego zniekształcania jego pierwotnego charakteru. To, co dla konserwatora zabytków jest kwestią rzetelności zawodowej, w oczach niektórych polityków staje się aktem zdrady narodowej.

Zakres planowanych prac jest zresztą szeroki. Obejmuje wymianę płyty pomostowej i urządzeń dylatacyjnych, zabezpieczenie antykorozyjne konstrukcji stalowej oraz naprawę ustroju nośnego – wszystko po to, by most mógł bezpiecznie służyć kolejnym pokoleniom wrocławian. Koncepcja zakłada również przywrócenie oryginalnych zwieńczeń, latarni, nawierzchni i płaskorzeźb. Kolor mostu ma zmienić się na lekko zielonkawy – zgodnie z pierwotnym wyglądem.
Jak podkreślił w swoich wytycznych dolnośląski konserwator Daniel Gibski, „planowane prace należy prowadzić z maksymalnym poszanowaniem substancji zabytkowej, stosując właściwe materiały renowacyjne, eliminując rozwiązania wtórne oraz zachowując oryginalne elementy mostu. Ingerencję w obiekt należy ograniczyć do niezbędnego minimum.”
Warto przypomnieć, że nie jest to pierwszy remont tego typu. W ostatnich latach Wrocław z powodzeniem przywrócił pierwotny wygląd m.in. mostowi Zwierzynieckiemu i Bastionowi Sakwowemu – bez wzbudzania podobnych emocji.

Wrocławski most Grunwaldzki – dawniej Kaiserbrücke – powstał w latach 1908–1910 według projektu Martina Mayera i Roberta Weyraucha, pod kierunkiem Richarda Plüddemanna. Zbudowano go z 1976 ton żelaza, 289 ton stali i ponad siedmiu tysięcy metrów sześciennych betonu. Był jednym z symboli nowoczesności miasta – dowodem, że architektura może łączyć funkcję użytkową z artystyczną elegancją. Otwarty z pompą w 1910 roku, stał się jednym z ulubionych motywów wrocławskich pocztówek.

Wspólne europejskie dziedzictwo

Jak zauważył Daniel Gibski, dolnośląski konserwator zabytków, „przywracanie oryginalnego charakteru dolnośląskich zabytków jest działaniem konserwatorskim, kompletnie apolitycznym; próbę włączania tej dziedziny w polityczne gry należy ocenić nagannie”. Trudno się nie zgodzić. To nie polityk, lecz konserwator decyduje, co można, a czego nie można odnowić – i to on ponosi odpowiedzialność za wierność dziełu.

Tymczasem dla prawicowych polityków odtworzenie inskrypcji Kaiserbrücke jest zagrożeniem dla polskości. Trudno im widać pojąć, że Wrocław pozostaje bezsprzeczną częścią Rzeczpospolitej, a jednocześnie uczestniczy w europejskim obiegu kulturowym, w którym zabytki są częścią wspólnego dziedzictwa.

Dlatego warto przypomnieć słowa Roberta Traby, który broniąc głazu Bismarcka w Nakomiadach, pisał, że „materialne dziedzictwo zapisane w krajobrazie pozwala nam lepiej rozumieć przeszłość, budować do niej dystans i wreszcie prowadzić nie do ideologizacji, a do rozumienia historii”. Jak ironicznie przypomina Bogusław Czechowicz – polska niepodległość w 1918 roku „zakotwiczona była w cesarskim Berlinie”, bo to właśnie cesarz Wilhelm II powołał Radę Regencyjną, z której zrodziła się odrodzona Rzeczpospolita. Jakiś tam pewnie wkład w proces odzyskiwania niepodległości Wilhelm II miał, o czym prawicowi politycy nie chcą w ogóle słyszeć. Ta groteska pokazuje jednak coś poważniejszego – jak łatwo współczesne elity polityczne wpadają w pułapkę narodowych uproszczeń. Nie ma znaczenia rzeczywista rola Wilhelma II, dyskwalifikuje go sam fakt, że jest Niemcem.
Prawicowi politycy zapominają, że Wrocław jest palimpsestem: miastem, na którym zapisały się warstwy niemieckie, żydowskie, austriackie i polskie. Każda z nich tworzy tożsamość, której nie da się sprowadzić do jednego języka ani jednej flagi. W dojrzałej kulturze pamięci nie burzy się śladów po poprzednikach, tylko zachowuje się je. Wrocław nie potrzebuje „odniemczania”, bo dawno jest polskim miastem. Metropolią, które wnosi trwały wkład we współczesny dorobek kultury europejskiej.

A jeśli Akropol, Koloseum i Wersal są częścią wspólnego europejskiego dziedzictwa, to tak samo są nim wrocławskie mosty, kamienice i wieże zaprojektowane przez niemieckich architektów. Nie dlatego, że są „niemieckie”, lecz dlatego, że są nasze wspólne. I o nie właśnie każdy przytomny Europejczyk powinien dbać.

This is some text inside of a div block.
Autor:
Peter Karger

Więcej artykułów

joanna wadowska król, ołowiane dzieci, brudny śląsk, familoki
Historia
Tożsamość

Elity krzywdzą autochtonów

„Ołowiane dzieci” pokazują, jak uporczywie trwa wyobrażenie o Ślązaku jako człowieku brudnym, ciemnym i bezradnym. Zawstydzający nie jest jednak świat przedstawiony w filmie, lecz spojrzenie jego autorów: ludzi, którzy nie potrafili uwolnić się od krzywdzącego stereotypu i stworzyli obraźliwą wizję śląskiej wspólnoty.

Czytaj dalej
Stuttgart Schloss
No items found.

Kraj, który przestał być obietnicą

Karol Heliosz po latach odwiedził kuzynostwo w Badenii-Wirtembergii. Kiedyś zazdrościł im życia w niemieckim „raju”. Dziś zobaczył kraj zmęczony kryzysem, a w rodzinnych rozmowach usłyszał żal, rozczarowanie i strach przed rosnącą siłą AfD.

Czytaj dalej
zjazd roczny vdg, verein deutscher geselschaften, związek stowarzyszeń niemieckich, łubowice
No items found.

Niebacznie zagubiona legitymacja

Elektorzy zjazdu rocznego VdG potwierdzili zadowolenie z pracy obecnego zarządu i wybrali go prawie w komplecie na nową kadencję. Mimo że autorytet zarządu nie budzi wątpliwości, same wybory wywołały cały szereg proceduralnych pytań. Zabrakło też merytorycznej dyskusji nad perspektywami rozwoju środowiska.

Czytaj dalej