Kilka dni temu zmarł twórca annogórskich polichromii, Georg Mitschke
Georg Mitschke pochodził ze znanej rodziny twórców sztuki sakralnej na Górnym Śląsku. Jego ojciec przed wojną tworzył obrazy dla kościołów nawet we Francji i Belgii. Za życiowe zadanie postawił sobie jednak udekorowanie najważniejszego sanktuariom na Górnym Śląsku, Bazylikę na Górze Świętej Anny. Nie udało mu się go dokończyć, bo na skutek nacisków komunistycznej milicji musiał ze swoim synem Georgiem opuścić rodzinną ziemię w 1966 roku. Marzenie o ukończeniu fresków pozostało.
Udostępnij:
Poprzedni
Następny
Georg Mitschke pochodził ze znanej rodziny twórców sztuki sakralnej na Górnym Śląsku. Jego ojciec przed wojną tworzył obrazy dla kościołów nawet we Francji i Belgii. Za życiowe zadanie postawił sobie jednak udekorowanie najważniejszego sanktuariom na Górnym Śląsku, Bazylikę na Górze Świętej Anny. Nie udało mu się go dokończyć, bo na skutek nacisków komunistycznej milicji musiał ze swoim synem Georgiem opuścić rodzinną ziemię w 1966 roku. Marzenie o ukończeniu fresków pozostało.Syn przedwojennego twórcy, Georg Mischke, przyszedł na świat 29 listopada 1930 roku. Po ojcu odziedziczył talent i zainteresowanie sztuką sakralną. Po wojnie rodzina Mitschke nie wyjechała, ale też nie przyjęła polskiego obywatelstwa. Swoje życie związali początkowo z Górnym Śląskiem. Na przełomie lat 50. i 60. XX stulecia Georg Mitschke pobierał nauki malarstwa u profesora Zygmunta Króla w Krakowie. Uczył się prywatnie, płacąc za lekcje, ponieważ nie miał polskiej matury i nie mógł zdobywać ogólnego wykształcenia.W 1958 rozpoczęły się prace renowacyjne w Bazylice św. Anny pod kierownictwem ojca, Josepha Mitschke. On to wówczas stworzył koncepcje wizualna Bazyliki, która dziś podziwiamy. Rodzina Mitschke, z racji prac renowacyjnych w sanktuarium, mieszkała w domu pielgrzyma. W kościele pracowali całą rodziną. Ojciec, syn i córka. Coraz częściej jednak nachodziła ich milicja i w 1966 roku pod naciskiem polskich władz rodzina decyduje się wyjechać do Niemiec. Mitschkowie osiedli się w Monastyrze. Rozpoczęte prace renowacyjne zostały przerwane na wiele lat.
Fot. Natalia Klimaschka
Początki życia w Niemczech nie były łatwe. Georg Mitschke musiał porzucić sztukę i skończył studia pedagogiczne, historię sztuki i filozofię. Podjął pracę w szkole diecezjalnej w Monastyrze jako nauczyciel wychowania do sztuki. Nigdy nie przestał jednak myśleć o powrocie na Śląsk i do Świętej Anki, by zgodnie z wolą ojca dokończyć jego dzieło.Georg przyjechał na Śląsk dopiero w 1989 roku i rzeczywiście odnalazł w sobie wielką tęsknotę do rodzinnych stron. Ponownie przyjechał tu w 1992 roku i podjął rozmowy z Franciszkanami na temat kontynuacji prac rozpoczętych przez jego ojca. Został przyjęty z otwartymi rękami. I tak rozpoczęła się realizacja testamentu ojca.Przez kolejnych prawie 30 lat mieszkał w klasztornej celi, jak każdy z braci franciszkanów. Pracował według surowo przestrzeganego, ściśle określonego rytmu. Dzień rozpoczynał od porannej mszy o 8 rano. Pracował przez 10 do 12 godzin z przerwą na śniadanie, obiad i kawę. Mawiał też, że nigdy nie zaznaje spokoju, ponieważ nigdy nie jest do końca zadowolony z efektu swoich prac i wciąż i wciąż je poprawia. Pieniądze nigdy nie były dla niego motywacją, ani wyznacznikiem pracy.W 2000 roku, w uznaniu zasług dla kościoła i sztuki sakralnej Georg Mitschke został odznaczony papieskim Orderem św. Sylwestra. Był także Honorowym Obywatelem Góry Świętej Anny.Jednocześnie Mitschke wiedział, że nie będzie mu dane dokończyć dzieła ojca. Pracował do samego końca. Artysta spoczął na annogórskim cmentarzu.
This is some text inside of a div block.
Autor:
Paulina Fesser
Udostępnij:
Poprzedni
Następny
Więcej artykułów
Historia
Ludzie
Muzeum
Stoimy tu z pokorą w obliczu zbrodni
Polscy i niemieccy żołnierze przez dziesięć dni ratowali materialne pozostałości jednego z największych kompleksów obozów jenieckich Wehrmachtu. Pracowali razem, ale nie stali wobec tego miejsca z takim samym historycznym ciężarem. Dla Polaków była to opieka nad pamięcią ofiar. Dla Niemców – konfrontacja ze zbrodniami własnego państwa. Konsul Republiki Federalnej Niemiec w Opolu Marlen Sulzer nie próbowała tej różnicy zacierać.
II Kongres Śląskich Samorządowców otworzył więcej pytań, niż przyniósł odpowiedzi. Wyraźnie wybrzmiał postulat budowania na Górnym Śląsku otwartej, europejskiej tożsamości regionalnej, obejmującej wszystkich mieszkańców. Trudno jednak nie zapytać, czy realizując ten projekt, Śląscy Samorządowcy wzmacniają społeczność, z której wyrośli, czy przeciwnie – proponują kierunek prowadzący do stopniowej erozji jej kulturowej odrębności.
Z inicjatywy niemieckich mieszkańców Bytomia dawny pruski burmistrz miasta ponownie „usiadł” przed swoim domem. Rada Miejska wyraziła zgodę, miejska spółka wyłożyła pieniądze i przed willą Georga Brüninga stanęła ławeczka z jego podobizną. Współczesny Bytom nie potraktował go jak kogoś obcego. Uznał go za część własnej historii.
Chcesz być na bieżąco z nowymi materiałami naszego autorstwa? Zasubskrybuj nasz newsletter!
Dziękujemy za subskrypcję naszego newslettera. Twój adres został pomyślnie zapisany na naszej liście mailingowej.
Coś poszło nie tak.
Klikając przycisk Zapisz się wyrażasz zgodę na warunki Polityki prywatności.
Klikając „Akceptuj wszystkie pliki cookie”, wyrażasz zgodę na przechowywanie plików cookie na swoim urządzeniu w celu usprawnienia nawigacji w witrynie, analizy wykorzystania witryny i wsparcia naszych działań marketingowych.