Świeczki ponad zbrodniami

Obchody pamięci Tragedii Górnośląskiej w Folwarku

Mieszkańcy Folwarku i Boguszyc co roku zapalają znicze ku pamięci niemieckich ofiar zamordowanych przez żołnierzy Armii Czerwonej w 1945 roku. Oddają hołd swoim dziadkom, zamordowanym krewnym i zgwałconym kobietom. Z czasem dojrzewała jednak świadomość, że sprawcy tych zbrodni byli także ofiarami wojny. Dziś pamięta się również o nich. To akt pojednania o szczególnym wymiarze.

uroczystość w Folwarku
Zdjęcie: Urząd Miasta Prószków

Folwark i pobliskie Boguszyce należą do miejsc szczególnie tragicznie doświadczonych przez wydarzenia 1945 roku. Zginęło tu wówczas koło 300 osób. Kiedy Armia Czerwona przekroczyła Odrę, wielu jej żołnierzy miało poczucie, że wreszcie znalazło się w prawdziwych Niemczech. Za nimi pozostawały setki kilometrów spalonego kraju, zamordowane rodziny, zniszczone wsie i miasta oraz miliony ofiar niemieckiej okupacji. Zbrodnie III Rzeszy na Wschodzie miały niewyobrażalną skalę. Masowe egzekucje, działalność grup operacyjnych SS, głód i niszczenie całych miejscowości pozostawiły po sobie miliony ofiar. O tych zbrodniach wiedzieli również żołnierze Armii Czerwonej. Radziecka propaganda nieustannie im je przypominała, podsycając nienawiść do Niemców i wolę odwetu.

Kiedy więc wojska radzieckie przekroczyły Odrę, granica pomiędzy walką z hitlerowskim państwem i niemiecką ludnością cywilną dla części żołnierzy przestała istnieć. Przyszedł czas zemsty.

Cenę zapłacili ci, którzy ze zbrodniami III Rzeszy mieli najmniej wspólnego: kobiety, dzieci, emeryci. Ludzie, którzy sami przez lata żyli pod wpływem nazistowskiej propagandy i często nie mieli pojęcia o skali zbrodni popełnianych na Wschodzie. Co więcej, sami często byli ofiarami represji hitlerowskiego aparatu terroru, który nawet za słuchanie niewłaściwych stacji radiowych karał swoich obywateli śmiercią.

Teraz autochtoni zostali skonfrontowani z brutalnością żołnierzy, których rodziny przeszły niewyobrażalne cierpienia. Nie usprawiedliwia to jednak rosyjskich żołnierzy w najmniejszym stopniu. Zamordowanie bezbronnego człowieka pozostaje morderstwem. Gwałt pozostaje gwałtem. Zemsta na dziecku czy starej kobiecie nie staje się mniej haniebna dlatego, że sprawca wcześniej sam stracił rodzinę.

Po wojnie w Folwarku komuniści postawili pomnik ku czci radzieckich żołnierzy. Autochtoniczne dzieci w powojennej rzeczywistości musiały zakładać harcerskie mundurki i uczestniczyć w uroczystościach ku czci Armii Czerwonej. Musiały oddawać hołd żołnierzom armii, której przedstawiciele byli odpowiedzialni za cierpienie ich własnych rodzin. Trudno wyobrazić sobie bardziej bolesne upokorzenie.

Z czasem gniew ustąpił refleksji. Ci żołnierze byli w najbardziej brutalny sposób zmuszani do frontowych walk i ginęli tysiącami. Wielu z nich nie miało więcej niż dwadzieścia lat. Mieli matki, które nigdy nie doczekały się ich powrotu. Przecież mieszkańcy Folwarku mieli podobne doświadczenia. Ich ojcowie i dziadkowie również w mundurach Wehrmachtu byli pędzeni na front. Wielu stamtąd nie wróciło.

I kiedy w 2022 roku zapadła decyzja o usunięciu dawnego radzieckiego pomnika w Folwarku, stało się coś zaskakującego. Autochtoniczni mieszkańcy obu miejscowości sprzeciwili się zburzeniu pomnika, traktując go jako część własnej historii i własnej tragedii.

Ich głos nie został jednak wysłuchany. Dawny pomnik zlikwidowano. W jego miejsce wybudowano nowy. Stoją na nim dwa wielkie krzyże: jeden katolicki, drugi prawosławny. Ten drugi świadomie odwołuje się do zburzonego pomnika.

Jesienią, kiedy mieszkańcy Folwarku przychodzą tutaj wspominać swoich zmarłych, zapalają świeczki przy obu częściach pomnika. Także przy prawosławnym krzyżu. Nie dlatego, że zapomniano o zbrodniach, ale dlatego, że prawosławny krzyż stał się symbolem tragedii, którą mieszkańcy Folwarku próbują przepracować i uczynić częścią własnej pamięci. To szczególnie mocny gest właśnie tutaj - w miejscowości tak ciężko doświadczonej w 1945 roku.

I właśnie temu upamiętnieniu miała służyć skromna uroczystość, która odbyła się pod obydwoma krzyżami. Miała ona religijny charakter, a udział w niej wzięli duchowni, przedstawiciele władz gminy, nauczyciele, uczniowie miejscowej szkoły i zwykli mieszkańcy, których rodziny w 1945 roku straciły najbliższych. Potrafili zapalić świeczkę również tym, którzy mordowali ich bliskich.

‍

This is some text inside of a div block.
Autor:
Peter Karger

Więcej artykułów

Konferencja w Kedzierzynie
Tożsamość
Historia

Pruskość została, niemieckość zniknęła

Dwie niezwykle aktywne prusko-śląskie wsie. Nagrody za pielęgnowanie tradycji, silne więzi międzypokoleniowe i troskę o lokalne dziedzictwo. Niemieccy partnerzy, dawne wyjazdy studyjne do Niemiec, wspólne doświadczenia. A jednak potomkowie dawnych pruskich obywateli przestali własne dziedzictwo nazywać niemieckim.

Czytaj dalej
...
Tradycja
Kultura
Tożsamość

Kołocz podzielił klasę

Wystarczył kołocz z makiem i serem. Kilka osób ucieszyło się, kiedy na spotkaniu klasowym na stole pojawił się kawałek rodzinnego domu. Inni skrzywili się i pytali, dlaczego ktoś zamówił takie dziwne ciasto. Nagle zwykłe spotkanie klasowe pokazało, że różnice, które wydawały się dawno zatarte, wciąż istnieją. Przez cztery lata byliśmy razem. Okazało się jednak, że opowieści dziadków, uprzedzenia wyniesione z domu i smaki dzieciństwa ukształtowały nas silniej, niż przypuszczaliśmy.

Czytaj dalej
..
Historia
Ludzie
Muzeum

Stoimy tu z pokorą w obliczu zbrodni

Polscy i niemieccy żołnierze przez dziesięć dni ratowali materialne pozostałości jednego z największych kompleksów obozów jenieckich Wehrmachtu. Pracowali razem, ale nie stali wobec tego miejsca z takim samym historycznym ciężarem. Dla Polaków była to opieka nad pamięcią ofiar. Dla Niemców – konfrontacja ze zbrodniami własnego państwa. Konsul Republiki Federalnej Niemiec w Opolu Marlen Sulzer nie próbowała tej różnicy zacierać.

Czytaj dalej