Pruskość została, niemieckość zniknęła

Refleksje po konferencji „Dobre praktyki Polski i Niemiec”

Dwie niezwykle aktywne prusko-śląskie wsie. Nagrody za pielęgnowanie tradycji, silne więzi międzypokoleniowe i troskę o lokalne dziedzictwo. Niemieccy partnerzy, dawne wyjazdy studyjne do Niemiec, wspólne doświadczenia. A jednak potomkowie dawnych pruskich obywateli przestali własne dziedzictwo nazywać niemieckim.

Konferencja w Kedzierzynie
Foto: Sebastian Fikus

Konferencja „Odnowa wsi – dobre praktyki Polski i Niemiec”, zorganizowana przez Konsulat Niemiec i Urząd Marszałkowski, miała być przede wszystkim spotkaniem poświęconym kondycji współczesnej wsi. Pokazywano udane projekty z obu stron granicy, porównywano doświadczenia i zastanawiano się, jak zatrzymać wyludnianie, chronić historyczny charakter miejscowości i angażować mieszkańców w życie lokalnych wspólnot.

Z niemieckiej strony prezentował się między innymi Związek Gmin Hofheimer Land oraz przedstawiciele Saksonii. Mówiono o pustostanach, starzeniu się zabudowy, potrzebie przyciągania nowych mieszkańców i tworzenia miejsc spotkań. Pojawiały się przykłady małych sklepów wiejskich, lokalnych kawiarni, parlamentów młodzieżowych czy programów wspierających rodziny i nowych mieszkańców.

Po polskiej stronie pokazywano doświadczenia opolskiej odnowy wsi. Mówiono o silnych więziach społecznych, znaczeniu lokalnych liderów, dziedzictwie kulinarnym i kulturowym, izbach regionalnych, muralach i inicjatywach tworzonych przez samych mieszkańców.

I rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że obie strony mają sobie wiele do powiedzenia. W latach dziewięćdziesiątych Niemcy były dla opolskich samorządów ważnym punktem odniesienia. Przedstawiciele gmin jeździli na wizyty studyjne, oglądali niemieckie miejscowości, podpatrywali ład przestrzenny, sposób organizacji życia lokalnego, funkcjonowanie sklepów, restauracji i infrastruktury społecznej. Uczyli się, jak prowadzić politykę rozwoju wsi i jak angażować mieszkańców.

Niemiecka inspiracja nie miała więc wyłącznie rodzinnego czy towarzyskiego charakteru. Była również instytucjonalna. Budowała kontakty, partnerstwa i zaufanie.

I właśnie dlatego prezentowane podczas konferencji dwa śląskie przykłady były tak interesujące.

Zalesie Śląskie zwyciężyło w konkursie Piękna Wieś Opolska 2025. Doceniono między innymi pielęgnowanie lokalnych tradycji, układanie kwiatowych dywanów na procesję Bożego Ciała, troskę o lokalną tożsamość i zaangażowanie mieszkańców w rozwój miejscowości.

Jednym z symboli tej aktywności jest izba regionalna „Śladami przeszłości”. Jej twórcy świadomie odwołują się do pruskiej historii miejscowości i więzi łączących kolejne pokolenia.

Podobny obraz wyłaniał się z prezentacji Grodziska. Tam również szczególnie silnie podkreślano znaczenie lokalnych, pruskich tradycji, wspólnoty, pamięci międzypokoleniowej i aktywności mieszkańców. Przedstawiciele miejscowości występowali w regionalnych strojach i mówili po śląsku.

Trudno znaleźć lepsze przykłady miejscowości, które świadomie budują swoją przyszłość na własnych korzeniach.

I właśnie tutaj zaczyna się problem.

Lokalna kultura obu tych miejscowości wyrastała przez stulecia z rzeczywistości habsburskiej, a później przede wszystkim pruskiej i niemieckiej. A jednak podczas konferencji niemieckość w ogóle nie pojawiła się jako kategoria opisująca tę lokalną tożsamość. To było najbardziej uderzające. Tym bardziej że po drugiej stronie stołu siedzieli przedstawiciele niemieckich samorządów. Trudno wyobrazić sobie bardziej naturalną okazję, by powiedzieć: nasze miejscowości łączy nie tylko współczesne partnerstwo, ale także część wspólnej historii i wspólnego dziedzictwa. Nie padło to ani razu.

A przecież właśnie opolska wieś była kiedyś miejscem, w którym niemiecka mniejszość krystalizowała się najsilniej. To tutaj ludzie płakali prawdziwymi, niekłamanymi łzami szczęścia podczas pierwszych niemieckojęzycznych mszy. To tutaj w atmosferze euforii powstawały koła mniejszości, a ludzie po dziesięcioleciach milczenia chcieli wreszcie publicznie powiedzieć, kim się czują.

Na wspieranie działalności mniejszości niemieckiej rząd Republiki Federalnej Niemiec przeznaczył przez kolejne dekady dziesiątki milionów euro. Celem tych pieniędzy nie było przecież wyłącznie finansowanie kolejnych imprez. Miały służyć podtrzymywaniu niemieckiego języka, kultury i tożsamości.

Tymczasem w Zalesiu Śląskim mniejszość niemiecka przestała właściwie istnieć jako widoczna siła życia lokalnego. I właśnie tam paradoks widać szczególnie wyraźnie. Mieszkańcy z ogromnym zaangażowaniem pielęgnują pruską historię swojej miejscowości. Sołectwo wynajmuje od TSKN jego dawny klub i urządza w nim izbę regionalną poświęconą lokalnej, pruskiej przeszłości.

Pruska pamięć żyje więc znakomicie. Organizacja niemieckiej mniejszości – nie.

Nie można tego tłumaczyć brakiem społecznej aktywności. Miejscowi potrafią zdobywać pieniądze, organizować przedsięwzięcia, mobilizować mieszkańców i tworzyć atrakcyjne projekty. Mimo możliwości korzystania również z niemieckich środków federalnych nie widać jednak większego zainteresowania współpracą z TSKN.

W Grodzisku obraz jest niewiele lepszy. Z wypowiedzi podczas konferencji wynikało, że z TSKN związana jest tam grupa około dwudziestu kilku osób. Padła przy tym informacja, że centrala TSKN finansuje swoim członkom przynajmniej część świątecznych paczek, których wartość ma przewyższać wysokość rocznej składki członkowskiej. Jeżeli jednak tak rzeczywiście jest, powstaje dość osobliwy obraz członkostwa: człowiek płaci składkę, a w zamian otrzymuje od organizacji świadczenie warte więcej niż sama składka. Prawdziwości tej informacji nie udało się zweryfikować.

Ważniejsze jest jednak coś innego. Zdaniem przedstawicieli sołectwa Grodzisko mniejszość niemiecka nie odgrywa dziś żadnej istotnej roli w życiu tej niezwykle aktywnej miejscowości.

I właśnie w tym momencie konferencja o odnowie wsi zaczęła mówić o czymś, czego nikt prawdopodobnie nie planował. O kondycji niemieckiej mniejszości na opolskiej wsi.

Jeżeli w dwóch miejscowościach wyróżnianych właśnie za aktywność mieszkańców, pielęgnowanie pruskich tradycji i wielopokoleniową pamięć zorganizowana mniejszość niemiecka odgrywa rolę śladową albo żadną, trudno uznać to wyłącznie za lokalną ciekawostkę. Pojawia się pytanie, czy Zalesie Śląskie i Grodzisko są wyjątkami, czy raczej pokazują znacznie szerszy proces.

I wtedy zupełnie innego znaczenia nabiera podawana przez TSKN liczba około 22 tysięcy członków płacących składki na Opolszczyźnie. Co właściwie ta liczba oznacza? Na ile jest obrazem rzeczywistości, a na ile elementem propagandy sukcesu? Ale nawet to nie jest jeszcze najpoważniejszym problemem.

Można zrozumieć, że ludzie z różnych powodów nie chcą należeć do TSKN. Organizacja może stracić społeczne zaufanie. Może przestać odpowiadać ludziom. Może zostać uznana za niepotrzebną.

Znacznie trudniej wyjaśnić, dlaczego wraz ze znaczeniem organizacji osłabła również sama potrzeba określania własnej kultury jako niemieckiej.

Bo przecież ta kultura nie zniknęła. Stare zdjęcia, rodzinne historie, stroje, dawne obyczaje, lokalny język i pamięć poprzednich pokoleń nadal są pieczołowicie pielęgnowane. Powstają izby regionalne, chroni się historyczny charakter miejscowości, organizuje nawet Oktoberfesty. Prusko-śląskie dziedzictwo nadal żyje. Zniknęła natomiast potrzeba nazywania go niemieckim.

I dopiero tutaj ujawnia się prawdziwy wymiar problemu. Ci sami ludzie, którzy na początku lat dziewięćdziesiątych z entuzjazmem tworzyli organizacje mniejszości niemieckiej, dziś nadal pielęgnują kulturę swoich przodków – tylko coraz rzadziej chcą widzieć w niej kulturę niemiecką.

Komunistycznym władzom przez czterdzieści lat nie udało się całkowicie wymazać rodzinnej pamięci o niemieckiej przeszłości tych ziem. Przetrwała w domach, języku, religijności, obyczajach i rodzinnych opowieściach. Po ponad trzech dekadach legalnego funkcjonowania mniejszości, niemiecka identyfikacja straciła dla poważnej części potomków dawnych pruskich obywateli znaczenie.

Dla organizacji, która od ponad trzydziestu lat ma właśnie tę niemieckość chronić i rozwijać, trudno sobie wyobrazić bardziej alarmujący bilans.

I to był najważniejszy akcent konferencji w Kędzierzynie.

This is some text inside of a div block.
Autor:
Peter Karger

Więcej artykułów

...
Tradycja
Kultura
Tożsamość

Kołocz podzielił klasę

Wystarczył kołocz z makiem i serem. Kilka osób ucieszyło się, kiedy na spotkaniu klasowym na stole pojawił się kawałek rodzinnego domu. Inni skrzywili się i pytali, dlaczego ktoś zamówił takie dziwne ciasto. Nagle zwykłe spotkanie klasowe pokazało, że różnice, które wydawały się dawno zatarte, wciąż istnieją. Przez cztery lata byliśmy razem. Okazało się jednak, że opowieści dziadków, uprzedzenia wyniesione z domu i smaki dzieciństwa ukształtowały nas silniej, niż przypuszczaliśmy.

Czytaj dalej
..
Historia
Ludzie
Muzeum

Stoimy tu z pokorą w obliczu zbrodni

Polscy i niemieccy żołnierze przez dziesięć dni ratowali materialne pozostałości jednego z największych kompleksów obozów jenieckich Wehrmachtu. Pracowali razem, ale nie stali wobec tego miejsca z takim samym historycznym ciężarem. Dla Polaków była to opieka nad pamięcią ofiar. Dla Niemców – konfrontacja ze zbrodniami własnego państwa. Konsul Republiki Federalnej Niemiec w Opolu Marlen Sulzer nie próbowała tej różnicy zacierać.

Czytaj dalej
...
Sztuka
Tożsamość
Historia

Konsolidacja czy asymilacja?

II Kongres Śląskich Samorządowców otworzył więcej pytań, niż przyniósł odpowiedzi. Wyraźnie wybrzmiał postulat budowania na Górnym Śląsku otwartej, europejskiej tożsamości regionalnej, obejmującej wszystkich mieszkańców. Trudno jednak nie zapytać, czy realizując ten projekt, Śląscy Samorządowcy wzmacniają społeczność, z której wyrośli, czy przeciwnie – proponują kierunek prowadzący do stopniowej erozji jej kulturowej odrębności.

Czytaj dalej