6.9.2020
No items found.

Wielkie sprzątanie z tęsknoty do historii

Tajemnice pałacu w Sławikowie udostępnione do zwiedzania

Przywiązanie do ziemi rodzinnej nie musi się wyrażać tylko w mówieniu i pustych deklaracjach. Może być też inspiracją do dobrowolnej, fizycznej pracy w obiekcie, który wcale do nich nie należy. Grupa zapaleńców z Fundacji Gniazdo złożona nie tylko z Autochtonów przychodzi samorzutnie co sobotę do ruin pałacu w Sławikowie i stara się uchronić go przed dalszą dewastacją. Bez oglądania się na pieniądze z Berlina szuka możliwości wykorzystania ruin dla społecznej integracji.

Pałac w Sławikowie
Grupa pasjonatów porządkuje teren wraz z pałacem. Fot. Natalia Klimaschka

Przywiązanie do ziemi rodzinnej nie musi się wyrażać tylko w mówieniu i pustych deklaracjach. Może być też inspiracją do dobrowolnej, fizycznej pracy w obiekcie, który wcale do nich nie należy. Grupa zapaleńców z Fundacji Gniazdo złożona nie tylko z Autochtonów przychodzi samorzutnie co sobotę do ruin pałacu w Sławikowie i stara się uchronić go przed dalszą dewastacją. Bez oglądania się na pieniądze z Berlina szuka możliwości wykorzystania ruin dla społecznej integracji.

Historia Sławikowa jest bardzo stara. W XIII wieku stała tu warownia, która opierała się najazdowi Mongołów w 1241 roku. Później budowla zmieniała wielokrotnie właścicieli. Pałac należał przez pewien czas do rodziny Eichendorffów.  Ale dopiero w drugiej połowie XIX wieku został zakupiony przez rodzinę von Eickstedt, która to rozbudowała go do rozmiarów imponującej, magnackiej rezydencji. Pałac był zamieszkany do 1945 roku i był jednym z najbardziej okazałych klasycystycznych budynków na Górnym Śląsku.

Działania frontowe go nieco uszkodziły, ale nadawał się do użytku. Posiadał miedziany, szczególnie kosztowny dach, co okazało się jego zgubą. Komunistyczne władze nakazały jego demontaż. Plotka głosi, że położono go na urzędzie wojewódzkim w Katowicach.

Pałac w Sławikowie, pozbawiony dachu, a tym samym zabezpieczenia przed deszczem popadł błyskawicznie w ruinę, a ogród zamienił się w wielki nieużytek. Krzewy, bluszcze i drzewa rozsadzały jego mury. Podejmowano w przeszłości różne próby odsłonięcia ruin, ale przyroda zawsze okazywała się silniejsza.

Obecnie obiekt znajduje się w posiadaniu Gminy Rudnik, która nie posiada środków na ratowanie pałacu. W ostatnich latach pojawiła się grupa pasjonatów, którzy postanowili zadbać o ruinę. Co sobotę przebierają się w robocze ubrania, pożyczają traktor, zabierają narzędzia ogrodnicza, piły spalinowe i porządkują obiekt

Wszystkie te prace generują siłą rzeczy koszty. Trzeba bowiem wypożyczyć sprzęt, czy też kupić benzynę do kosiarek oraz pił. Dlatego pojawił się pomysł sprzedaży pamiątek z wizerunkiem pałacu: kubków, pudełek, pocztówek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczany jest na pokrycie  część wydatków poniesionych na ratowanie pałacu.

W przypadku takich wielkich obiektów zawsze najtrudniejsze jest znalezienie pomysłu na jego wykorzystanie. Ale i tu inicjatorzy uporządkowanie pałacu potrafią sobie poradzić. W czerwcu bowiem miał tutaj miejsce piknik z okazji Dnia Dziecka, a w lipcu – zlot pojazdów zabytkowych. Na październik planowany jest zlot okolicznych grup rekonstrukcyjnych, odtwarzających różne okresy historyczne. Ruiny pałacu udostępnia się do zwiedzania w każdą niedzielę w godzinach od 12 do 17.

Inicjatywa w Sławikowie budzie szczególny podziw, ponieważ grupa tychże miłośników historii bez oglądania się na pieniądze z Berlina zabrała się za ratowanie materialnych artefaktów historii regionu. Działają z potrzeby serca, a nie dorobienia się.

This is some text inside of a div block.
Autor:
Natalia Klimaschka

Więcej artykułów

Pomnik Georga Brüninga w Bytomiu
Historia
Kultura
Tożsamość

Bytom nie zaczął się w 1945

Z inicjatywy niemieckich mieszkańców Bytomia dawny pruski burmistrz miasta ponownie „usiadł” przed swoim domem. Rada Miejska wyraziła zgodę, miejska spółka wyłożyła pieniądze i przed willą Georga Brüninga stanęła ławeczka z jego podobizną. Współczesny Bytom nie potraktował go jak kogoś obcego. Uznał go za część własnej historii.

Czytaj dalej
-
Historia
Kultura
Sztuka

Zaćmienie, które znikło

Berlin to miasto, z którego wydawano dramatyczne rozkazy bombardowania Warszawy, masowego rozstrzeliwania jej mieszkańców, a na koniec nieomal całkowitego wyburzenia. Dramatyczny to rachunek krzywd o kosmicznym nieomal wymiarze. Ale jak po zaćmieniu słońca, nastał piękny dzień. I dokładnie w tym symbolicznym dniu, 12 sierpnia, oba miasta podały sobie znowu ręce.

Czytaj dalej
Piotr Masłowski
Polityka
Ludzie

Niemiec jako wróg na polityczne zamówienie.

Nowy minister energii w polskim rządzie, Piotr Masłowski, pochodzi z Rydułtów i jest Ślązakiem. W rozmowie ze Spectrum.direct mówi o obawach przed politycznym wykorzystywaniu antyniemieckich stereotypów. Konsekwencje tych działań mogą mieć fatalne konsekwencje dla sytuacji społecznej i ekonomicznej w Polsce. Minister ostrzega też, że pierwszymi ofiarami ewentualnych eskalacji mogą zostać Ślązacy i mniejszość niemiecka.

Czytaj dalej