4.3.2023
No items found.

Ustawa terminu nie przewiduje

Gmina Rudnik na tablice dwujęzyczne czeka już pięć lat

Dwujęzyczne, polskie i niemieckie nazwy geograficzne mają dla wielu mieszkańców Górnego Śląska ogromne znaczenie. Są one dla nich symbolem prawa do podkreślania swojej kulturowej odrębności i społecznego równouprawnienia. I rzeczywiście jest na Górnym Śląsku kilkaset miejscowości, przed którymi takie dwujęzyczne tablice stoją. W ostatnich latach możliwości ich dalszego tworzenia zostały jednak ograniczone. Zdaniem wielu samorządowców wynika to z ogólnego pogorszenia się relacji polsko-niemieckich.

Łubowice
Fot. z archiwum Gminy Rudnik

Ustawa o mniejszościach narodowych dokładnie określa, w których miejscowościach można postawić dwujęzyczne nazwy geograficzne. Możliwość taką uzależnia ona od wyników spisu powszechnego. Jeżeli w gminie minimum 20% mieszkańców zadeklarowało swoją przynależność do określonej mniejszości narodowej, to takie tablice można postawić.

W praktyce jest to jednak tylko teoria. Dla przykładu Gmina Rudnik w powiecie raciborskim kryteria te spełnia. W powszechnym spisie ludności w 2011 roku aż 25,4% mieszkańców gminy zadeklarowało narodowość niemiecką. Na jej terenie znajduje się rodzinna miejscowość Josepha von Eichendorffa, czyli Łubowice, na wjeździe do której takie dwujęzyczne tablice stoją już od 2008 roku. Administracja Gminy Rudnik zwróciła się w 2017 roku do MSWiA z prośbą o umożliwienie ustawienia takich tablic również przed innymi miejscowościami. I takiej zgody nie otrzymała do dzisiaj.

Przyznawanie prawa do dwujęzycznych nazw miejscowości to w Europie proceder oczywisty i powszechny. Tablice takie można zobaczyć w wielu krajach, dla przykładu w Niemczech, Austrii, czy Francji. W Polsce stoją też tysiące takich dwujęzycznych tablic. Ale wydawanie zgód na kolejne takie dwujęzyczne tablice napotyka na poważne opory.

Zastępca Wójta gminy Rudnik Tomasz Kruppa uważa, że opóźnienia w sprawie tablic dwujęzycznych wynikają między innymi z coraz bardziej pogarszających się ogólnych relacji polsko-niemieckich.

Ale perspektywa tworzenia kolejnych dwujęzycznych tablic spotyka się też z wielkimi oporami wśród polskich sąsiadów. Świadczą o tym liczne komentarze w mediach społecznościowych. Jedna z internautek napisała:

No to już się zaczyna. Przecież to nie są Niemcy i ta miejscowość oficjalnie i urzędowo nazywa się Rudnik. Językiem urzędowym w tym kraju jest język polski”.

Podobnie napisał inny internauta: 

Żadnych zmian nazw !!! Tu jest Polska i nie będzie to, co autochtony chcą”.

Autorzy tych komentarzy jakby zapominali, że (zapewne) cieszą się jednocześnie z podwójnych, słowiańsko-niemieckich nazw na niemieckich Łużycach, czy z polskich nazw miejscowości na Litwie. Tam takie tablice zapewne są dla nich oczywiste.

Twórcy ustawy o mniejszościach narodowych z 2005 roku przeoczyli w jej zapisach jedną wydawałoby się drobnostkę. Mówi się w niej, że mieszkańcy gmin mniejszościowych co prawda prawo do tablic dwujęzycznych posiadają, ale ustawa nie zobowiązuje polskiego rządu do żadnych terminów w procesie wydawania takich pozwoleń. Z mocy ustawy rząd ma prawo wydać taką decyzje, kiedy uzna to za stosowne. W ten sposób autochtoniczni mieszkańcy Rudnik na tę oczywistą - wydawałoby się - zgodę mogą czekać jeszcze kolejnych 20 lat. Miejmy nadzieję jednak, że tak się nie stanie. 

This is some text inside of a div block.
Autor:
Samuel Spyra

Więcej artykułów

Łoś Bert
Geografia
Polityka

Polski intruz w romantycznej idylli

Ogrodzone pastwiska i niemieckie krowy stały się obiektem zainteresowania polskich łosi. Znudzone lubelskimi i białowieskimi polanami, powędrowały na zachód w poszukiwaniu nowych terytoriów i, jak się okazało, także towarzyskich przygód. Męskie łosie z Polski wywołują dziś w Brandenburgii jednocześnie rozbawienie, przerażenie i bezradność. Tym bardziej że tych zwierząt nie widziano tu od niemal 200 lat.

Czytaj dalej
dobrindt
Polityka
Historia

Europa ważniejsza niż naród

Federalny Minister Spraw Wewnętrznych Niemiec, Alexander Dobrindt podczas uroczystości upamiętniającej ofiary ucieczki i wypędzeń po 1945 roku mówił o konieczności przeciwstawienia się odradzającym się w Europie nacjonalizmom. Najskuteczniejszym instrumentem ma być wspólna europejska tożsamość, silniejsza niż narodowe egoizmy. Refleksje po berlińskim spotkaniu.

Czytaj dalej
dziołchy, opolskie, strój śląski
Kultura
Ludzie

Puste krzesła

Trzeci festiwal uliczny mniejszości niemieckiej w Opolu zaskoczył poziomem artystycznym i rozmachem organizacyjnym. Było kolorowo, różnorodnie i na dobrym poziomie — od występów dzieci po koncert Oskara Götza. Tymczasem widzów nie było prawie wcale. Dawna irytacja wobec niemieckich akcentów ustąpiła dziś całkowitej obojętności.

Czytaj dalej